Zwycięski powrót Betardu Sparty na Stadion Olimpijski
Sporty na zaproszenie

Zwycięski powrót Betardu Sparty na Stadion Olimpijski

FOT. WTS Sparta Wrocław

We Wrocławiu na ten dzień czekano z utęsknieniem. Po dwóch sezonach tułaczki zespół wrócił na Stadion Olimpijski. Odnowiony pod okiem konserwatora zabytków, efektowny i wypełniony kibicami po brzegi. Do tego ekipa Rafała Dobruckiego pokonała Get Well Toruń 51:39 w ramach 3. kolejki PGE Ekstraligi. Czy zatem można chcieć czegoś więcej? No chyba tylko więcej walki na torze, bo zmieniło się niewiele, tzn. pod płotem napędzać się potrafi jedynie Tai Woffinden, a potężna szpryca skutecznie hamuje tych, którzy nie godzą się z miejscem wywalczonym po zwolnieniu taśmy.

– Tor jest kamienisty, a szpryca stanowi problem. Szkoda, bo do geometrii nie ma się jak przyczepić i można by tu zorganizować fajne ściganie. Przeszkodą jest jednak nawierzchnia – mówił nam przybity Adrian Miedziński (Get Well), który ze swoją ekipą poległ po raz trzeci w trzeciej próbie. Trudno jednak mieć pretensje do nowego toromistrza wrocławskiej ekipy, Henryka Piekarskiego, który na Stadionie Olimpijskim zostawia serce, zupełnie jak przed laty, gdy był ulubieńcem publiczności. Co ciekawe, to on blisko trzy dekady temu opiekował się w parze młodym, utalentowanym Waldemarem Szubą, wprowadzając nastolatka do drużyny. I w niedzielę znów stanowili duet, bo ten drugi zasiadł za sterami jednego z traktorów, równających nawierzchnię.

– Co porabiam? Mam firmę transportową, a poza tym wciąż pracujemy z ojcem na roli. Właśnie miałem siać kukurydzę, a tu dzwoni pani Krysia Kloc i pyta, czy bym nie pomógł. To przyjechałem – tłumaczył nam po spotkaniu Szuba. A kamyczki? Wrocławianie sprowadzali nawet z Trójmiasta maszynę, która na co dzień oczyszcza plaże, jednak przed ekipą wciąż sporo robótek ręcznych, bo nawierzchnia pracuje i się przewala.

W obliczu powyższych problemów zwycięstwo musi gospodarzy cieszyć, choć liczyli zapewne na nieco wyższe rozmiary. Przed wyścigami nominowanymi torunianie zmniejszyli straty do sześciu oczek (42:36) i dopiero para Vaclav Milik – Maksym Drabik (14. bieg) postawiła pieczęć na wygranej. A na koniec Maciej Janowski, ambasador The World Games 2017, przywiózł za plecami trójkę mistrzów świata: Grega Hancocka, Woffindena i Chrisa Holdera.

Warto też odnotować debiut w barwach WTS-u Andrieja Lebiediewa. Łotysz nie był pewnie szczęśliwy, gdy w czwartej serii startów zastąpiony został Drabikiem (zerówka), bo choć trójek nie przywoził, to jednak zdobywał ważne oczka, m.in. na Hancocku i Holderze. Wśród gości natomiast nie zapunktował Grzegorz Walasek, nie znajdując prędkości ani pod taśmą, ani w polu. A przecież tydzień wcześniej był najskuteczniejszym Aniołem w Zielonej Górze.

Wojciech Koerber

Betard Sparta Wrocław – Get Well Toruń 51:39

Sparta: Woffinden 9 (3, 3, 0, 2, 1), Lebiediew 4 (1, 1, 2, -, -), Janowski 11+1 (2*, 1, 3, 2, 3), Jędrzejak 4 (3, 0, 1, 0), Milik 9+1 (3, 3, 0, 1, 2*), Drożdż 4+3 (1*, 2*, 1*), Drabik 10+1 (2, 2*, 3, 0, 3).

Get Well: Hancock 12+1 (0, 2*, 2, 3, 3, 2), Holder 9+2 (2, 3, 1*, 1, 2*, 0), Walasek 0 (0, 0, -, -), Jepsen Jensen 8 (t, 1, 3, 3, 1), Miedziński 6 (1, 2, 2, 1, 0), Kaczmarek 4 (3, 1, 0, 0, 0), Kopeć-Sobczyński 0 (0, -, 0).

Sędziował: Remigiusz Substyk (Solec Kujawski). Widzów: 12 000. NCD: Tai Woffinden w 1. biegu (61, 05).

 

I Woffinden, Holder, Lebiediew, Hancock 4:2
II Kaczmarek, Drabik, Dróżdż, Kopeć-Sobczyński 3:3 (7:5)
III Jędrzejak, Janowski, Kaczmarek (Jepsen Jensen – t), Walasek 5:1 (12:6)
IV Milik, Drabik, Miedziński, Kaczmarek 5:1 (17:7)
V Holder, Hancock, Janowski, Jędrzejak 1:5 (18:12)
VI Milik, Dróżdż, Jepsen Jensen, Walasek 5:1 (23:13)
VII Woffinden, Miedziński, Lebiediew, Kaczmarek 4:2 (27:15)
VIII Drabik, Hancock, Holder, Milik 3:3 (30:18)
IX Jepsen Jensen, Lebiediew, Holder, Woffinden 2:4 (32:22)
X Janowski, Miedziński, Jędrzejak, Kopeć-Sobczyński 4:2 (36:24)
XI Hancock, Holder, Milik, Drabik 1:5 (37:29)
XII Hancock, Janowski, Dróżdż, Kaczmarek 3:3 (40:32)
XIII Jepsen Jensen, Woffinden, Miedziński, Jędrzejak 2:4 (42:36)
XIV Drabik, Milik, Jepsen Jensen, Miedziński 5:1 (47:37)
XV Janowski, Hancock, Woffinden, Holder 4:2 (51:39)