Znalazł swoją trampolinę do sukcesu
Artystyczne i taneczne

Znalazł swoją trampolinę do sukcesu

Z Łukaszem Tomaszewskim (Victoria Jawor), medalistą mistrzostw Europy i triumfatorem zawodów Pucharu Świata w skokach na trampolinie, rozmawia Wojciech Koerber.

toma1

W Jaworze wszystkie dzieciaki ze sportowym zacięciem skazane są na akrobatykę czy też gimnastykę?

Nie do końca, chociaż bez wątpienia nasza dyscyplina jest w mieście najmocniej promowana. W Szkole Podstawowej nr 5, w każdym roczniku, mamy jedną klasę sportową o profilu akrobatycznym. Są też bogate tradycje, chociaż piłkę nożną czy siatkówkę również można w Jaworze uprawiać.

Jako że przez lata byłem blisko siatkówki, wiem, że honorową obywatelką miasta Jawora jest siatkarka Katarzyna Mroczkowska, była reprezentantka Polski i zawodniczka wrocławskiej Gwardii. Macie więcej takich obywateli?

W zeszłym roku taką nagrodę otrzymałem ja, a przed wielu laty – bodajże w 2001 roku – mój trener, Sławomir Miłoń.

I jakie z tego tytułu ma Pan przywileje? Można wszędzie parkować za darmo?

Jawor to małe miasto, nie ma z tym problemów. Wyróżnienie ma charakter prestiżowy, jesteśmy zapraszani na ważne miejskie wydarzenia i czujemy satysfakcję.

Zapytałem wcześniej, czy jesteście w Jaworze na akrobatykę „skazani”, ale chyba za karę na trampolinie się nie skacze?

Oczywiście. Zwłaszcza że warunki do treningu mamy naprawdę wyśmienite, jedne z lepszych w Polsce. W tych wspomnianych klasach o profilu sportowym uczniowie codziennie trenują po dwie godziny w ramach zajęć, a po szkole mają też dodatkowe treningi. Zabawa na trampolinie zaczyna się już zatem w wieku sześciu, siedmiu lat, a ja też mam przyjemność w tym projekcie uczestniczyć. Przed kilkoma laty zacząłem w szkole pracę, współpracując z trenerami Miłoniem i Jakubem Zaimem.

Ludzie średnio związani ze sportem nie widzą większej różnicy między wioślarstwem i kajakarstwem, a także między gimnastyką sportową i akrobatyką. Na czym ona polega?

Gimnastyka sportowa to ćwiczenia na przyrządach, akrobatyka to z kolei ćwiczenia zespołowe – w dwójkach, trójkach czy czwórkach – na planszy gimnastycznej, natomiast skoki na trampolinie to de facto całkiem osobna konkurencja. W wydaniu indywidualnym znajduje się w programie igrzysk olimpijskich, natomiast na „world gamesach” skacze się synchrony, czyli w dwójkach. Ja z tym synchronicznym skakaniem zawsze nieźle sobie radziłem, a kilku partnerów już miałem. Obecnie jest nim Bartłomiej Hes z Zielonej Góry.

Pan z Jawora, on z Zielonej Góry, to gdzie się spotykacie na treningach?

W czasie wakacji na jakimś dłuższym obozie, a przed każdymi zawodami są organizowane wspólne, kilkudniowe konsultacje. Układy mamy ustalone, więc na co dzień trenujemy indywidualnie w klubach, a później się obskakujemy i dopasowujemy w dwójkach. Ja się w synchronach czuję dobrze, zatem nie mam większego problemu ze złapaniem rytmu. A najważniejsza rzecz u nas to rozpocząć układ na jednej wysokości i ją utrzymać, z kolei indywidualnie każdy stara się skakać jak najwyżej.

To jest Pan akrobatą czy gimnastykiem?

Bardziej się przyjęło, że akrobatą, zresztą skoki na trampolinie i na ścieżce podlegały swego czasu pod Polski Związek Akrobatyki Sportowej. Od kilku lat należymy jednak do Polskiego Związku Gimnastycznego, a na świecie naszym zwierzchnikiem jest Międzynarodowa Federacja Gimnastyczna.

Batut to inna nazwa trampoliny?

Można tak powiedzieć, to zapożyczenie z języka rosyjskiego. A trampolina kojarzy się też niekiedy mniej zorientowanym ze skokami do wody. Tyle że my skaczemy na trampolinie, a ci drudzy z trampoliny.

Musicie mieć w Jaworze wysoką halę, żeby głów sobie nie porozbijać.

I mamy, 11 metrów wysokości. Została zbudowana specjalnie dla nas, zatem, jak mówiłem, warunki są tu idealne.

Nie ma Pan, 31-latek, problemów zdrowotnych?

Obecnie nie, choć w przeszłości się zdarzały. Kilkanaście lat temu miałem problemy z łękotką i musiałem się poddać artroskopii kolana. Z kolei w 2012 roku zerwałem ścięgno Achillesa, co wiązało się z dłuższą, półroczną przerwą.

I to ścięgno jest dziś mocniejsze?

W dotyku wydaje się grubsze i twardsze, a czy rzeczywiście jest mocniejsze? Nie wiem. Najważniejsze, że już o tej kontuzji zapomniałem, nie odczuwam dziś żadnego dyskomfortu. Wszystko poszło w zapomnienie.

Wiem, że walczył Pan o przepustkę na igrzyska w Rio de Janeiro, ale nie wyszło. Dlaczego?

Niełatwy temat. System kwalifikacji jest specyficzny, bo decydują jedne zawody – w tym wypadku były to mistrzostwa świata w Danii. W takiej imprezie trzeba próbować trudniejszego układu, iść na maksa i albo wziąć wszystko, albo nic. Mnie się nie udało, choć była jeszcze szansa, że przepustkę dla kraju wywalczy Artur Zakrzewski z Poznania. Dwa miejsca wyżej i cel zostałby zrealizowany.

Jest w Waszym środowisku niepisana zasada, że taką przepustkę bierze ten, kto ją wywalczył, czy nie ma reguł?

Nie ma reguł, decydujące zdanie należy do trenera kadry, a na zbliżonym poziomie jest nas w kraju trzech: Bartek Hes, Artur Zakrzewski i ja. W tym gronie wymieniamy się zwycięstwami, choć akurat w zeszłym roku i bieżącym ja wygrałem mistrzostwa Polski, krajowy ranking trampoliny również. Bartek był drugi, a Artur trzeci. Jak mówię, jest jednak rotacja na tym pierwszym miejscu, raz mnie lepiej wyjdzie program, a innym razem chłopakom.

W 2015 roku, wraz z Bartłomiejem Hesem, wziął Pan udział w pierwszych Igrzyskach Europejskich w Baku. I?

Zajęliśmy w synchronie szóste miejsce, choć po eliminacjach plasowaliśmy się na pozycji czwartej, z niewielką stratą do trzeciej. Walczyliśmy o medal, jednak w finale Bartek za mocni się odbił z jednej nogi i wyleciał za trampolinę, a wspólnie wylecieliśmy daleko od podium. Startowałem też indywidualnie, ale źle poskakałem, zawaliłem sprawę i znalazłem się na 22., czy 23. miejscu.

Też się Panu zdarzają takie wyskoki poza trampolinę?

Były w karierze różne upadki i wypadki, ale zawsze kończyło się szczęśliwie i w miarę bezpiecznie. Dyscyplina jest naprawdę specyficzna, w ciągu 20 sekund – niezależnie czy jest to synchron czy występ indywidualny – trzeba wykonać 10 elementów. To połączenie salt, obrotów i innych figur. Najpierw skacze się układ obowiązkowy, nieco łatwiejszy, a następnie układ dowolny – i to już jest czas na elementy najtrudniejsze, bo współczynnik trudności jest brany przez sędziów pod uwagę.

Upadki były, ale wzlotów chyba jeszcze więcej…

W tym roku wygraliśmy z Bartkiem zawody Pucharu Świata w Szanghaju i w historii polskiej trampoliny był to pierwszy taki sukces. Przed dwoma laty w Portugalii wywalczyliśmy natomiast, również w skokach synchronicznych, wicemistrzostwo Europy. W 2014 roku wyskakaliśmy też brąz na Pucharze Świata w Szwajcarii, a w 2010 roku zawody z tego cyklu rozgrywane były we Wrocławiu. Wtedy startowałem jeszcze z Tomkiem Adamczykiem i skończyło się drugą lokatą.

Dieta to słowo, które często Pana prześladuje?

Nie ma tu ani wielkiego wydziwiania, ani większego problemu. Bardziej chodzi o trzymanie wagi na tym samym poziomie, bo 2-3 kg więcej wpływa na szybkość wykonywanych elementów, jest inne czucie wysokości. To jednak jasne, że każdy stara się odżywiać zdrowo.

A istnieje przedział wieku, który można uznać za optymalny w Waszej profesji?

Można przyjąć, że ten szczyt powinien przypaść między 25. a 28. rokiem życia. Już jest doświadczenie, a motoryka wciąż na wysokim poziomie. Są jednak dużo starsi zawodnicy na topie, jeden z Białorusinów regularnie sięga po medale MŚ, mimo że jest tuż przed czterdziestką. A z drugiej strony zdarzają się młodsi zawodnicy, już utytułowani. Zatem reguła regułą, ale odstępstwa występują w obie strony.

Czyli możemy wierzyć, że 32-letni Łukasz Tomaszewski sięgnie po medal The World Games 2017?

Też w to wierzę. Doświadczenie jest, wciąż sobie daję radę, poza tym w skokach synchronicznych sporą rolę odgrywa technika. Jak mówię, niekoniecznie liczy się, kto wyżej, lecz kto zgodniej i ładniej dla oka.

Kwalifikacji na tę imprezę jest już Pan pewien?

Kwalifikacja jest pewna dla Polski jako kraju i mam nadzieję, że wspólnie z Bartkiem będziemy kraj reprezentować. Na dziś jesteśmy pierwszym wyborem trenera, natomiast do „world gamesów” pozostało jeszcze sporo czasu. Raczej nic nie powinno się wydarzyć, jednak w sporcie bywa różnie, a w razie czego jednego z nas mógłby zastąpić Artur Zakrzewski i w takiej konfiguracji również byłaby szansa walki o medale.

Siłownia to miejsce bardzo często przez Pana odwiedzane, czy liczy się tylko trampolina, trampolina, trampolina…?

To zależy, w jakim okresie. U nas sezon składa się z dwóch etapów – pierwszy od stycznia do czerwca, później przerwa i od listopada część druga. Styczeń i luty to zawsze więcej siłowni i więcej motoryki, natomiast od marca zaczynamy się skupiać na trampolinie. Sierpień i wrzesień to również tylko trampolina.

Skądinąd wiem, że Pan interesuje się również skokami narciarskimi.

Tak, ale nie bardzo mam możliwość trenowania, więc interesuję się głównie przed telewizorem. Również piłką nożną, siatkówką, koszykówką, kibicuję żużlowcom Betardu Sparty. Z Wrocławiem wiele mnie łączy, bo przecież, w czasie studiów, przez pięć lat reprezentowałem barwy AZS-u AWF-u Wrocław. Dopiero po zakończeniu nauki wróciłem do swojego miasta. A dziś mam też żonę, Annę, i dwójkę synów: 6-letniego Mikołaja oraz 3-letniego Juliana.

Rozmawiał Wojciech Koerber

Łukasz Tomaszewski

Urodził się 28.06.1985 roku w Jaworze.
Sukcesy: zwycięzca zawodów Pucharu Świata 2016 w Szanghaju (w duecie z Bartłomiejem Hesem), wicemistrz Europy z 2014 roku, brązowy medalista mistrzostw Europy juniorów z 2002 roku (St. Petersburg), wielokrotny mistrz Polski.