W muaythai nie ma miejsca na dmuchane rekordy
Sztuki walki

W muaythai nie ma miejsca na dmuchane rekordy

Trzecia część rozmowy z Rafałem Simonidesem, byłym mistrzem świata, który walczył w słynnym turnieju z okazji urodzin króla Tajlandii, a obecnie trenerem kadry narodowej w Polskim Związku Muaythai. Rozmawia Wojciech Koerber.

 

simo12

Jest jakaś rywalizacja między tajskim boksem a kick-boxingiem? A jeśli tak, to czy odbywa się na zdrowych zasadach? Może uważacie nawzajem, że to Wasza dyscyplina jest, z jakichś względów, bardziej prestiżowa? A może współpracujecie, łączycie oba sporty?

Niestety, jest taka rywalizacja i to od samego początku. Trzeba tu sięgnąć czasów, kiedy powstawało muaythai w Polsce. Już wtedy byliśmy blokowani przez niektórych ludzi ze środowiska i byliśmy obiektem pomówień. Cóż, wiele szkód zrobiło również twierdzenie, że kick-boxing oraz muaythai to jedno i to samo. Dziś już wszyscy wiemy, że muaythai i kick-boxing to dwa różne sporty. Myślę, że nie można ich porównywać, bo obie te dyscypliny są na swój sposób piękne i mają swoją odrębną historię. Nie pomaga również fakt, że organizowane są przez ludzi z kick-boxingu turnieje, które nazwą nawiązują do boksu tajskiego. Bo nazwy muaythai czy thaiboxing są prawnie chronione. Tak naprawdę są to jednak zawody na zasadach kickboxingu. Jest zatem, niestety, konflikt, a postaram się to wytłumaczyć na symbolicznym przykładzie. Otóż to trochę tak, jakby Polski Związek Piłki Siatkowej mówił: „my gramy w siatkówkę, ale, uwaga, zajmujemy się również piłką ręczną”. No to jak ma być zgoda, skoro od szczypiorniaka jest Związek Piłki Ręcznej w Polsce? A szkoda, bo gdyby przyjąć, że to dwa różne sporty i szanować się, to mielibyśmy wiele możliwości współpracy i wzajemnego rozwoju. Jednak oprócz ludzi, którzy próbują przypisać muaythai do kick-boxingu, jest wielu wspaniałych ludzi, którzy działają na rzecz rozwoju swojego sportu. Mam nadzieję, że te podziały kiedyś znikną i każda z dyscyplin będzie mogła cieszyć się swoim rozwojem.

Które polskie nazwiska znaczą najwięcej w Tajlandii? Simonides? Cieśliński, który pokonał w Nowym Jorku Bunkerda?

W Tajlandii jest tak wielu zawodników, że nawet jeśli jesteś bardzo dobry, to i tak jest ktoś lepszy. Mam swoją historię, sukcesy i tytuły, ale to kropla w morzu tego, co tam się dzieje. Tam walki są codziennie i mistrzowie zmieniają się również często. Mariusz Cieśliński to znakomity zawodnik kick-boxingu i właśnie w tym sporcie osiągnął wiele. Jest teraz wielu polskich zawodników, którzy walczą w Tajlandii, a czym się możemy pochwalić? Na przestrzeni lat uzbierało się tych sukcesów całkiem sporo. Medali było wiele, ale myślę, że w pierwszej kolejności należy wymienić złote medale Joanny Jędrzejczyk oraz złoto MŚ w B-klasie Maćka Skupińskiego czy skopiowanie później tego wyniku przez Filipa Rządka. Nie sposób też nie wspomnieć o postaci Pawła Słowińskiego, który był czołowym fighterem i muaythai, i K-1. Oficjalnie walczył dla Australii, ale – proszę wierzyć – zawsze miał i ma w sercu Polskę. Trzeba również wspomnieć o dwóch Polakach, którzy jako pierwsi zawalczyli na dwóch największych stadionach Tajlandii, mianowicie Hubercie Lisowskim (Raczadamnern) i Adrianie Wytwerze (Lumpinee). Adrian miał okres dobrych startów, ale nie wiem, co się z nim teraz dzieje. A w tamtym czasie również w bardzo dobrej dyspozycji była Magda Rak. Ostatnio w Tajlandii świetne starty miał Marcin Łepkowski i jego kariera nabrała tempa. Moim zdaniem właśnie on oraz Mateusz Kopiec reprezentowali podczas mistrzostw Europy najwyższy spośród Polaków techniczny poziom w muaythai. Zresztą w ostatnich latach, przypomnijmy, dużym sukcesem było złoto Mateusza i srebro Marcina na mistrzostwach Europy 2014. Bardzo dobre starty notował też Oskar Staszczak, zwłaszcza na MŚ w Malezji, gdzie zdobył srebro. Właśnie Oskar i Bartek Bartkowiak zdobyli swego czasu złote medale mistrzostw świata juniorów, a wspomnieć trzeba też fajne starty Radosława Paczuskiego. No i srebro MŚ Remigiusza Szkudlarka, a także fakt, że kiedyś z sukcesami walczył Jan Błachowicz. W reprezentacji Polski bardzo dobry poziom prezentują Łukasz Radosz, Jakub Rajewski, Patryk Borowski- Beszta, Dawid Mirkowski, Maciej Zembik, Oskar Siegert, Kamil Piątkiewicz, Cezary Zugaj, Mateusz Janik, Rafał Korczak i Kamil Dybiec. Niestartującym u nas, ale jednak bardzo ciekawym i mocnym zawodnikiem jest też Rafał Królik, zaś w Tajlandii z sukcesami walczą m.in. Tomek Makowski, Paweł Jędrzejczyk, Marcin Parcheta i Bartosz Batra. Myślę, że warto tu też napisać o startach Mateusza Golsztajna oraz Krystiana Sikorskiego, którzy trenują w Tajlandii. Widać ponadto, że aktywnie ćwiczą tam i walczą dziewczyny, m.in. Asia Walorska i Basia Nalepka. Obecnie mamy sporą liczbę Polaków trenujących i walczących w muaythai, a jeśli kogoś pominąłem, to dlatego, że nie sposób wszystkich wymienić. W każdym razie jest dużo dobrych zawodników, zatem… do boju! Wszystkim szczęścia w walce życzę, czyli chok dee!

W muaythai nie ma, jak w klasycznym boksie, dmuchanych rekordów i dmuchanych mistrzów, bo porażka nie jest ujmą?

Tak, to prawda. Tajowie mają standardowo po 200, 300 walk na koncie. To zatem jasne, że część z nich musi być statystycznie przegrana, ale tu nie chodzi tylko o wygraną. Muaythai to sposób na życie i chodzi o to, by żyć z muaythai, by dyscyplina wyznaczała ci cel i kolejny dzień. Czasami są walki, które przegrasz, ale dają ci więcej niż dziesięć walk wygranych. To droga samodoskonalenia.

A bycie mistrzem stadionu to u Tajów największe osiągnięcie?

Być może kiedyś tak było, co wiązało się również z zakładami. Zakłady są częścią życia Tajów, mimo że oficjalnie hazard jest w Tajlandii zakazany. Od paru lat stadiony są otwarte dla wszystkich i nawet urządza się międzynarodowe mecze, a najważniejsze obiekty to wspomniane już Raczadamnern i Lumpinee. Dodać muszę, że bardzo dobrą promocję dyscyplinie zaczęły też robić Chiny.

Kto wystąpi w Pańskiej reprezentacji na The World Games 2017 i jakie mamy szanse medalowe?

World Games to święto sportu, wielka międzynarodowa impreza. Muaythai znalazło się w jej programie po raz pierwszy jako oficjalna dyscyplina, a my – jako reprezentacja Polski – jeździmy po międzynarodowych imprezach w celu szlifowania i przecierania się. W 2016 roku były to mistrzostwa świata w Szwecji, mistrzostwa Europy w Chorwacji, Puchar Świata w rosyjskim Kazaniu, Puchar Europy w Turcji czy Baltic Cup na Litwie. Na podstawie tych imprez oraz, oczywiście, mistrzostw Polski i wewnętrznych zawodów, wyłania się powoli reprezentacja. Mówię, powoli, ponieważ kilka kategorii nie mamy jeszcze pewnych. Na przykład w wadze 71 kg rywalizuje dwóch bardzo dobrych zawodników i walka potrwa, myślę, do końca pomiędzy Jakubem Rajewskim i Patrykiem Borowskim-Besztą. Pewniakiem wydaje się Łukasz Radosz z wagi do 86 kg, przy czym tej akurat kategorii w programie TWG nie ma. Czeka nas zatem wspólna decyzja, czy schodzimy z wagą w dół czy, przeciwnie, idziemy w górę. Silną pozycję wydaje się mieć również Dawid Mirkowski (75 kg). Jeśli chodzi o 63,5 kg, tu znakomity sezon może zaliczyć Oskar Siegert, chociaż na pewno chciałbym go zestawić z Maciejem Zembikiem. W kat. 67 kg cieszy powrót Kamila Piątkiewicza, zresztą nie brak tu mocnych nazwisk jak choćby Cezary Zugaj czy Mateusz Janik. A więc rywalizacja winna trwać do końca. Pracowitością i konsekwencją wykazują się Kamil Dybiec (54 kg) i Rafał Korczak (81 kg), którzy również mają na koncie udane starty. Co do dziewczyn, to dobrą dyspozycją wykazały się Natalia Leciejewska i Marta Gusztab, a ostatnio w skład kadry zasłużenie wstąpiła Gabriela Kuzawińska. Wszystkie te nazwiska są brane pod uwagę, jednak każde musi się nastawić na ciężką pracę w 2017 roku.

Rozmawiał Wojciech Koerber

Rafał Simonides

Urodził się 19.03.1982 roku w Krakowie.

Sukcesy: mistrz świata World Muaythai Council oraz zwycięzca Pucharu Europy IFMA z 2006 roku. Pierwszy Polak, który walczył przed Pałacem Królewskim w Bangkoku, z okazji urodzin Króla Tajlandii. Międzynarodowy zawodowy mistrz Polski, champion Niemiec i Słowacji. Bił się nie tylko w Tajlandii, ale też w Chinach, Kambodży, Hong Kongu czy Australii.

CZĘŚĆ DRUGA

CZĘŚĆ PIERWSZA