Turyński i Skrzypek lecą do Chicago. Jak przed laty Marek Piotrowski…
Sporty na zaproszenie

Turyński i Skrzypek lecą do Chicago. Jak przed laty Marek Piotrowski…

Walka dla organizacji Glory jest spełnieniem marzeń każdego szanującego się kick-boksera. Walka dla Glory w Chicago jest jednocześnie spełnieniem polskiego snu o podboju Ameryki. Pod koniec lat 80. zeszłego stulecia w taką właśnie podróż wybrał się do Chicago Marek Piotrowski. A teraz pofruną tam jak na skrzydłach, bo ze sporymi nadziejami, Michał Turyński i trener Tomasz Skrzypek.

Już w najbliższy piątek, w Chicago, Michał Turyński (Fighter Wrocław) wyskoczy z karty walk szykowanej na galę Glory 44. A do niego wyskoczy Rumun Catalin Morosanu. Miejsce akcji zapewne dla Polaka wymarzone. Nie dość, że w Chicago żyją setki tysięcy rodaków, dla których wychodzi w sumie kilkanaście dzienników, tygodników i miesięczników w rodzimym języku, to jeszcze tam właśnie swoją legendarną karierę rozwijał Marek Piotrowski. Ten, który powtarzał sobie „módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie”. Właśnie w Chicago toczył swoje heroiczne boje z Rickiem Roufusem czy Donem Wilsonem, powiększając nie tylko grono swoich fanów, ale i ego miejscowej Polonii. Nota bene 14 sierpnia, przed kilkoma dniami, Piotrowski obchodził 53. urodziny.

Pochodzący z Ciepłowodów Michał Turyński to pierwszy polski ciężki, który dostał się do Glory. Podopieczny Tomasza Skrzypka podpisał – za sprawą menedżera Łukasza Banacha – kontrakt na trzy walki. A gdzie go „rzucą” na dwie kolejne gale, zależy głównie od samego Michała i jego postawy 25 sierpnia.

– Do tej pory żaden Polak walczący pod polską flagą nie wygrał jeszcze w Glory – przypomina Skrzypek. A z zadaniem mierzyli się już inny wrocławianin Paweł Jędrzejczyk, Łukasz Pławecki oraz Rafał Dudek.

Choć Turyński i Skrzypek zwiedzili już kawał świata w poszukiwaniu mocnych wrażeń, to do Ameryki Północnej obaj wybierają się po raz pierwszy. – Warunki wyjazdu naprawdę są komfortowe, do niczego nie można się przyczepić – chwali Skrzypek operatywność menedżera. A rywal? To m.in. były mistrz rumuńskiej organizacji SuperKombat, opłacanej przez tamtejsze specsłużby. W Glory nie walczył przez ostatnie dwa lata, stąd osunął się nieco w notowaniach. Ten czas przeznaczył na bitwy w Europie, a teraz wraca za ocean. W jakiej formie? Zapewne w wysokiej, choć wizualnie nie musi wcale przypominać kulturysty. Organizacja Glory przywiązuje bowiem ogromną wagę do kwestii niedozwolonego dopingu, o czym świadczy choćby rozkładanie akcentów w umowach podsuwanych zawodnikom do podpisu. Mianowicie z blisko 70 stron takiego kontraktu, uwaga!, aż 60 dotyczy antydopingu. W Europie wygląda to nieco inaczej.

– Rumun walczy w odwrotnej pozycji i jest typowym cepiarzem. Pcha się do półdystansu, by trafić potężnym sierpem na głowę. Specjalizuje się też w low-kickach uderzanych z tej odwrotnej pozycji lewą nogą do wewnątrz. Lubi się bić, ale Michał też to lubi, gdy rywal zdradza takie inklinacje. Będzie trzeba dobrze ustawić dystans i wyczuć najlepszy moment na kontrę. Dlatego liczymy, że Morosanu może Michałowi leżeć – analizuje głos z narożnika. Czyli Skrzypek. A my liczymy, że Rumun faktycznie będzie… leżał. Przed Turyńskim, po ciosie.

Przypomnijmy, że podopieczni Skrzypka wywalczyli ostatnio aż sześć medali (dwa złote, dwa srebrne i dwa brązowe) z 30, jakie Biało-Czerwoni zdobyli na rozegranych we Wrocławiu 10. Światowych Igrzyskach Sportowych The World Games 2017. W sumie wygrali 14 walk ze stoczonych 21. Turyński, z powodu odnowienia się urazu, nie przystąpił jednak do walki półfinałowej. Choć w ćwierćfinale obił rywala efektownie. – Gdyby nie uraz, to Michał powinien się bić w finale TWG z Brazylijczykiem, który również ma za sobą walki w Glory. Do końca jednak nie wiedział, czy dostanie dziką kartą na TWG, stąd przyjął propozycję czerwcowego pojedynku z Tomkiem Klimiukiem – przypomina Skrzypek. Pech jednak chciał, że Klimiuk złamał nogę, a zastępujący go Białorusin Petr Romankiewicz uparł się, że nogi Turyńskiego uczyni fioletowe. I okopał go z zimną krwią, co skutkowało jeszcze przez kilka tygodni.

A teraz trzymamy kciuki, by Turyński, mistrz świata WAKO PRO, dał chicagowskim polonusom odrobinę radości i z karty walk Glory dostał się na karty historii. W końcu dał nam Piotrowski przykład, jak zwyciężać mamy. Zwłaszcza w Chicago.

Niech wraca Turyński w glory…, tzn. w glorii zwycięzcy!

Wojciech Koerber