Takiego strzelania we Wrocławiu jeszcze nie było
Sporty precyzyjne

Takiego strzelania we Wrocławiu jeszcze nie było

Stephan Hansen został bohaterem dnia w rywalizacji łuczników. Do półfinałów awansowało w sumie osiem zawodników i zawodniczek, ale nikt inny nie strzelał tak jak Duńczyk. Czyli bezbłędnie. Niestety, to już koniec The World Games 2017 dla Polaków.

48 łuczników (24 mężczyzn, 24 kobiety) otworzyło nowy rozdział rywalizacji w The World Games. Do akcji wkroczyli specjaliści od łuku bloczkowego, czyli wyposażonego w specjalne bloki wspomagające utrzymanie cięciwy. Tego, co zrobił Stephan Hansen nie da się jednak wytłumaczyć żadną pomocą techniki. Duńczyk, jeden z faworytów The World Games 2017, do półfinału awansował w stylu wybitnym. To wciąż mało powiedziane.

W meczu decydującym o awansie do strefy medalowej pokonał broniącego tytułu Reo Wilde’a. Amerykanin nie strzelał źle. Wręcz przeciwnie. Na 150 możliwych punktów zdobył 148. Lider światowego rankingu dokonał jednak czegoś na pozór graniczącego z cudem. Wszystkie strzały posłał w sam środek tarczy! 150 punktów na 150. Jak to zrobił? Jego zdaniem recepta jest bardzo prosta. – Po prostu celowałem w środek!– roześmiał się. – No i oczywiście dobrze strzelałem. To był dla mnie udany dzień. Dobrze się czułem, wszystko szło po mojej myśli. Nie czułem się podenerwowany, kontrolowałem emocje, oddawałem celne strzały– mówił po pierwszym dniu rywalizacji.

Hansen wyeliminował obrońcę tytułu. Generalnie, łucznika z bardzo długą listą osiągnięć i przebogatą kolekcją trofeów. To motywuje przed decydującymi pojedynkami. – Oczywiście. Reo to jeden z najwybitniejszych łuczników. Każdy wie, że jest w stanie wygrać zawsze i wszędzie. Pokonać go to dla mnie coś wielkiego. Darzę go wielkim respektem, bo zdaję sobie sprawę, że innego dnia to on mógłby mnie zwyciężyć – mówił skromnie lider światowego rankingu w łuku bloczkowym.

Po takim występie Hansen naturalnie pojedzie na Pergolę, gdzie odbędą się półfinały i finały, w roli faworyta. – Jestem pozytywnie nastawiony przed jutrzejszym pojedynkami. Czuję się bardzo mocny i przygotowany, żeby walczyć o złoto. Znam Pergolę z pucharów świata, bardzo miłe miejsce. Pamiętam tryskającą wodę w tle. Podoba mi się to! Jutro na pewno będzie fajnie – powiedział zadowolony. W półfinale zmierzy się z Holendrem Peterem Elzingą. Drugą parę tworzą Chorwat Domagoj Buden i kolejny z faworytów, wicelider światowego rankingu – Holender Mike Schloesser.

Do półfinałów w rywalizacji kobiet awansowały wieloletnia liderka światowego rankingu Sara Lopez, która stanie do potyczki z Rosjanką Alexandrą Savenkovą, a także Amerykanka Christie Colin i Słowenka Toja Ellison. Jeśli komuś znajomo brzmi jej nazwisko, tak – to żona Brady’ego Ellisona, wicemistrza zawodów w łuku klasycznym.

Dla polskich łuczników to już koniec The World Games we Wrocławiu. Łukasz Przybylski przegrał w 1/16 finału, z Wrocławia wyjeżdża jednak z nowym rekordem życiowym. Mariya Shkolna robiła, co mogła, żeby awansować do ćwierćfinału, ale Belgijka Sarah Prieels ustrzeliła o dwa punkty więcej. – Generalnie jestem zadowolona. W kwalifikacjach na pewno mogłam lepiej strzelać na pierwszym dystansie. Ale zdarzyło się, trudno. Drugi dystans poszedł mi bardzo dobrze, więc nie mogę narzekać. Jestem z siebie zadowolona, miałam dobry dzień. Niestety, przeciwniczka jeszcze lepszy, od eliminacji prezentowała się bardzo mocno. Nie wyszło. Goniłam ja, po pierwszym strzelaniu przegrywałam dwoma punktami i tych dwóch punktów na końcu zabrakło – mówiła 19-latka.

Dla reprezentantki Polski urodzonej na Ukrainie i jeszcze dwa lata temu reprezentującej naszych wschodnich sąsiadów to debiut w The World Games 2017. Debiut, który na pewno zapamięta. – Wrażenia świetne. Do Wrocławia przyjechała cała czołówka łuczniczek świata. Bardzo miło było z nimi strzelać. Cieszę się, że weszłam do najlepszej „16”. W światowym rankingu zajmuję 35. miejsce, a tu znalazłam się „szesnastce”. To dobry wynik, ale do „8” też chciałabym wejść–oceniła z uśmiechem.

W mikście polskiej parze też się nie powiodło. Shkolna i Przybylski przegrali w ćwierćfinale z Duńczykami. – Od razu trafiliśmy na najlepszą parę. Było bardzo ciężko. Musieliśmy uzyskać bardzo wysoki wynik i trochę niestety zabrakło – przyznała nasza 19-letnia reprezentantka. O tym, że czekało ich faktycznie trudne zadanie, niech świadczy to, co kilka godzin później zrobił Hansen.

Jutro, 30 lipca, rywalizacja Łuczników od godziny 10:00 na Pergoli przy Hali Stulecia. Najpierw decydujące mecze w mikście, potem walka o medale w singlu.