Robert Szczerbaniuk: Kilku kolegom spod siatki zaproponuję zabawę na lato
Sporty z piłkami

Robert Szczerbaniuk: Kilku kolegom spod siatki zaproponuję zabawę na lato

Z Robertem Szczerbaniukiem, byłym reprezentantem Polski w siatkówce, mistrzem świata juniorów (1997), sześciokrotnym mistrzem kraju, a obecnie reprezentantem Polski w fistballu, rozmawia Wojciech Koerber.

Grywa Pan jeszcze w siatkówkę, bo wiem, że ostatnio obierał Pan kierunek austriacki (HotVolleys Wiedeń) oraz czeski (CEZ Karlovarsko)?

Pewnie, że grywam, niedawno podpisałem kontrakt ze słowackim VK Prievidza. Umowa jest ważna na bieżący sezon, w moim wieku wieloletnich już się nie zawiera. Ja jednak wciąż lubię się jeszcze powygłupiać pod siatką, zatem póki zdrowie będzie, to zamierzam jeszcze grać. A czy będzie to mój ostatni sezon w roli siatkarza? Tego nie wiem.

Ma Pan w drużynie jakichś znajomków?

Towarzystwo jest międzynarodowe. Na ataku gra reprezentant Portugalii – Valdir Sequeira, a na przyjęciu Łotysz, wyleciało mi teraz nazwisko z głowy (Ruslans Sorokins – WoK), ale to również członek reprezentacji. Mamy też m.in. Serba – na rozegraniu oraz dwóch Kanadyjczyków: na libero i na środku.

I cały czas spędza Pan na Słowacji, z rodziną?

Nie, dojeżdżam tam. Właśnie jestem w Częstochowie i wybieram się jeszcze do Kędzierzyna w interesach. Kursuję między Słowacją i Polską, bo mam z klubu pozwolenie, że po weekendzie mogę wracać do rodziny na poniedziałek i wtorek.

A pozwolenie od żony na przebywanie z dala od rodziny w dniach środa – niedziela jest?

Żona sama mnie na tę Słowację wysłała, bo świetnie wie, że jak mam siedzieć non stop w domu, to mogę się zrobić nerwowy. Przecież ja zawsze na walizkach żyłem, nie przywykłem do stacjonarnego trybu spędzania czasu.

Dzieci też do sportu ciągnie?

Nataniel ma już 12 lat i zaczął właśnie grać w Częstochowie w siatkówkę, w międzyszkolnych rozgrywkach. Wzrostem jakoś specjalnie się jednak nie wyróżnia, są w jego klasie wyżsi. A poza tym pływa i dobrze, bo to chyba najlepsze dla ogólnego rozwoju. Córa (Nina) ma natomiast 9 lat, jest jeszcze za mała na jakąś poważną aktywność sportową, ale do tego sportu bardzo ją ciągnie. Też lubi pływać i myślę, że przejmie po ojcu zamiłowanie do ruchu.

A co z Pańską grą na piasku?

Musiałem ją jakiś czas temu zawiesić, bo dwa lata temu podkręciłem nogę w ostatnich meczach halowych play-offów. Nie doprowadziłem się do stanu używalności i trzeba było zabawę przerwać. A minionego lata postawiłem na fistball.

Już o tę dyscyplinę pytam, ale proszę jeszcze powiedzieć, czy ma Pan swojego kandydata na następcę Stephane’a Antigi?

Ciężki wybór. Nie wiem, na szczęście mamy od tego działaczy.

Schemat mamy jednak od dłuższego czasu podobny – pierwszy sezon pod batutą nowego zagranicznego opiekuna jest okraszony sukcesem, a później następuje regres. Z czego to wynika?  

Ciężko powiedzieć. Faktycznie tak było i za Lozano, i za jego następców. A ostatnio również z Antigą, któremu zmienił się skład, bo reprezentacyjną karierę zakończyli Paweł Zagumny i Mariusz Wlazły.

Może zbyt dużo oczekujemy rok w rok?

Możemy tylko gdybać, co by było, gdyby np. na igrzyska poleciał Wlazły. Być może wybory Stephane’a nie były do końca trafione i niektórzy mają prawo zadawać sobie pytanie, dlaczego znalazło się miejsce dla Nowakowskiego, a dla Możdżonka już nie. Przed MŚ Stephane miał przeczucie, że należy postawić na Mikę i wyszło koncertowo, ale później wyszło już nieco gorzej. Nie mam jednak takiego doświadczenia, by to oceniać. Życzę kadrze jak najlepiej i wierzę, że wybór działaczy okaże się trafny.

To o fistballu porozmawiajmy. Jest Pan olimpijczykiem z Aten, a teraz rysuje się wizja udziału w Igrzyskach Sportów Nieolimpijskich. To znajomi z Austrii wciągnęli Pana w tę grę?

W sumie tak. Fistball jest bardzo popularnym sportem w Niemczech, Szwajcarii czy Austrii. Tam mają nie tylko normalne, trawiaste boiska do tej gry, ale też pełnowymiarowe hale, z placem 20×50 metrów. U nas funkcjonują zimą ligowe rozgrywki koszykarzy, siatkarzy czy szczypiornistów, a tam grają w fistball, i to od ponad 40 lat. Tymczasem w Polsce nie mamy ani jednego profesjonalnego boiska, pierwsze powstanie we Wrocławiu na The World Games 2017. A skąd pomysł? To gra podobna do siatkówki i znajomy, Leszek Wróbel, organizował ekipę. Sam nie ma polskiego obywatelstwa, bo jako czterolatek wyjechał z mamą do Austrii, ale rzucił pomysł, byśmy spróbowali, szukając chętnych m.in. wśród siatkarzy. Nie powiem, że początki były łatwe, bo piłki są bardzo twarde i po trzech dniach treningów mieliśmy tak posiniaczone przedramiona, że nie szło odbijać. Mistrzostwa Europy w austriackim Grieskirchen zakończyliśmy jednak małym sukcesem, bo odnieśliśmy pierwsze, historyczne zwycięstwo, pokonując w meczu o siódme miejsce Hiszpanów 3:1.

Pańskie przedramiona – siatkarskie, a więc przyzwyczajone do odbijania – też były tak obolałe?

Też, bo piłki do fistballa naprawdę są cholernie twarde, podobne nieco do piłek koszykarskich. A odbija się, wystawia i broni jedną ręką. Te pierwsze zajęcia nie były zatem przyjemne, mimo że mamy świetnego trenera, byłego mistrza świata i Europy. To Austriak Karl Rick.

I mieliście nawet sponsora.

Tak, a teraz rozglądamy się za nowym. Bardzo nam na takim wsparciu zależy, bo wszelka pomoc znacznie ułatwiłaby przygotowania reprezentacji.

W Grieskirchen, na ME 2016, wystąpiliście niejako na zaproszenie, natomiast wiem, że aby zagrać na The World Games 2017, musicie spełnić jeden, ale bardzo ważny warunek formalny – powołać do życia krajową organizację, odpowiedzialną za dyscyplinę.

Mam tego świadomość. By móc powołać związek, muszą funkcjonować w kraju przynajmniej trzy kluby, ale jestem właśnie na etapie składania papierów i zakładania polskiego stowarzyszenia fistballu. Mam kontakt z prawnikami, zadbamy o wszelkie sprawy regulaminowe.

I kto stanie na czele stowarzyszenia?

Ja.

A kolegów z siatkarskich boisk też Pan przygarnie?

Mam kilka nazwisk zapisanych, jednak nie chciałbym ich jeszcze zdradzać. Na pewno trzon grupy pozostanie z ME, choć kilku zawodników odpadnie, bo nie ma polskiego obywatelstwa. Tym samym kilka nowych twarzy będzie trzeba dokooptować. Jak już powstanie stowarzyszenie, to do kilku chłopaków wykonam telefon. Na pewno jednak nie będą to reprezentanci kraju, bo ci nie poświęcą przecież siatkówki, by zagrać w lipcowym turnieju we Wrocławiu. Ale ci, którzy zechcą poświęcić wakacje, dostaną szansę. Zależy mi na znalezieniu sponsorów, by przygotowania przebiegły możliwie jak najbardziej profesjonalnie. Byśmy mogli udać się na mecze kontrolne do Austrii czy Niemiec i pouczyć się od najlepszych. Bo to nie jest tak hop-siup, że wystarczy odpalić sobie film na youtube.

Robi Pan to dla zabawy?

Tak, bo wychowałem się z piłką i lubię się zmęczyć, pójść na siłownię. A to jest nowa przygoda i aktywny wypoczynek z piłką.

A finansowo jest Pan zabezpieczony?

Ciężko powiedzieć. Rewelacji nie ma, ale nie mogę też narzekać, od pierwszego do pierwszego starcza. Nie udało się zapracować na tę bezpieczną przyszłość w sporcie, to zapracuję sobie teraz, kilka pomysłów mam. Wszystkiego nie przehulałem, coś tam zainwestowałem.

W co inwestują siatkarze?

Różnie. Wiadomo jednak, że inwestycje potrzebują czasu, także spokojnie. Donaldem Trumpem nie będę, ale pójdę do przodu pomalutku, małymi kroczkami.

Bywa Pan jeszcze czasem na Dolnym Śląsku?

Raczej nie, za bardzo nie ma jak mamy odwiedzić, bo po weekendzie wracam do żony i dzieci. A teraz, w sprawach mojej firmy, jadę jeszcze do Kędzierzyna, do sądu, do urzędu miasta, do geodezji.

Czyli jakaś firma już jest?

Bez komentarza…

Rozmawiał Wojciech Koerber

Robert „Benek” Szczerbaniuk

Urodził się 29.05.1977 roku we Wrocławiu.
Sukcesy: jako siatkarz wywalczył m.in. mistrzostwo świata juniorów (1997), mistrzostwo Europy juniorów (1996), sześć tytułów mistrza Polski (cztery z Mostostalem Kędzierzyn-Koźle 2000-2003, dwa ze Skrą Bełchatów 2004-2005), brązowy medal Ligi Mistrzów, a także brąz mistrzostw Austrii z HotVolleys Wiedeń (2014) i brąz mistrzostw Czech z CEZ Karlovarsko (2015). Olimpijczyk z Aten (miejsca 5-8). Jako reprezentant Polski w fistballu zajął siódme miejsce na mistrzostwach Europy 2016 w austriackim Grieskirchen.

FOT. ARCHIWUM ROBERTA SZCZERBANIUKA