Radość Amerykanów, pech Rosjan i szwedzkie przygody nie tylko na trampolinie
Artystyczne i taneczne

Radość Amerykanów, pech Rosjan i szwedzkie przygody nie tylko na trampolinie

W ostatnim dniu zawodów akrobatycznych w Hali Stulecia przełamana została (prawie) hegemonia rosyjsko-chińska w tej dyscyplinie. Tym razem blisko trzytysięczna publiczność miała okazję wysłuchać hymnu amerykańskiego (najlepsza w skokach na Double Mini-Trampoline była Paige Howard), brytyjskiego (złoty medal dla niesamowitej czwórki (Conor Sawenko, Charlie Tate, Adam Upcott, Lewis Watts) oraz ukraińskiego (na trampolinie synchronicznej mistrzyniami zostały Natalia Moskwin i Svitlana Malkowa). Ale już na ścieżce salt i obrotów nikt nie wykonywał lepiej lepiej od perfekcyjnego Chińczyka Luo Zhanga.

Były nieprawdopodobne akrobacje, wielkie emocje, a nawet łzy, jak w przypadku akrobaty z Azerbejdżanu, który po efektownym zestawie śrub wylądował kilka centymetrów przed zeskokiem i w ten sposób stracił medal.

Szczęśliwa, choć nie do końca gdyż miała szansę na złoto, była za to szwedzka brązowa medalistka w skokach na podwójnej mini trampolinie. Przez trzy dni głównie na jej występ czekał chyba najstarszy dziennikarz na wrocławskim World Games, 70-letni Per Holger Lindstroem, niegdyś znakomity akrobata. – Byłem w Polsce na zawodach w 1972 roku. Występowaliśmy w Pałacu Kultury w Warszawie. Nie poszło nam najlepiej, zajęliśmy 14 miejsce, ale za to spotkaliśmy tu w Polsce brytyjskiego mistrza świata, który udzielił nam wielu rad, które potem się nam przydały w karierze – opowiadał Lindstroem – Teraz już wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane, ale wtedy bywało różnie. 45 lat temu dostaliśmy na przykład tłumacza, który był alkoholikiem, wciąż znikał i nie bardzo mieliśmy z niego pożytek – opowiadał nam Szwed, który o akrobatyce wie chyba wszystko, znał wszystkich zawodników i wyjaśniał, które salto jest trudne, a która śruba łatwiejsza.

Wrocławską imprezę chwalił też były brytyjski trener reprezentacji olimpijskiej w akrobatyce. Świetnie to wszystko wygląda i działa w Hali Stulecia, ale byłem też w centrum Wrocławia. Macie niezwykły rynek, pełno zabytków, a ludzie i atmosfera w mieście jest porywająca – opowiadał Craig Lowbes. Wskazywał też na smutek absolutnego faworyta skoków na ścieżce, Rosjanina Maxima Shlyakina, który przyjechał po złoto, ale popełnił kilka błędów i wyjechał z Wrocławia z brązowym medalem. Podobnie było zresztą na trampolinie, gdzie w ostatniej parze finału (i całych zawodów w Hali Stulecia), jedna z Rosjanek przerwała układ, co spowodowało wybuch radości Ukrainek, pary z Azerbejdżanu i Holandii, które dzięki temu zdobyły złoty, srebrny i brązowy medal. W ten sposób radością jednych i smutkiem faworytek zakończyły się pięciodniowe zmagania gimnastyczne i akrobatyczne na Hali Stulecia.