Marcin Dzieński, mistrz świata i Europy, potrzebuje pomocy
Nowe trendy

Marcin Dzieński, mistrz świata i Europy, potrzebuje pomocy

Ma 24 lata i we wspinacze sportowej, na czas, wygrał do tej pory niemal wszystko, co było do wygrania. Jest mistrzem Europy i świata, a także sięgał po zwycięstwa w Pucharze Świata. Kolejny cel to igrzyska olimpijskie w Tokio (2020). Uda się?

Marcin Dzieński był jednym z ambasadorów The World Games 2017, a jednocześnie kandydatem do medalu. Rywalizację na pl. Solnym we Wrocławiu zakończył jednak tuż za podium. Co dalej?

– Walczymy! Choć lekko nie ma. Mam w kolekcji mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy, wygrane w Pucharze Świata, mnóstwo tytułów mistrza kraju. Sam biję swoje rekordy Polski i od lat jestem w światowej czołówce, choć brakuje mi sponsora. Dlatego go szukam, a być może też menedżera – zdradza nam Dzieński, który – jako tarnowianin – przed kilkoma laty mógł liczyć na wsparcie Grupy Azotów. Umowa jednak wygasła i dziś otoczony jest tylko cenną pomocą barterową. Firma Weron.pl zapewnia odżywki, Feel Good dba o dietę i odpowiednie żywienie, Geronimo Centra Medyczne o naprawę i rehabilitację ciała, a 8apl – o sprzęt.

– Wiem, że nic mi się nie należy, bo niby dlaczego, ale szukam wsparcia, by dać sobie szansę udziału w igrzyskach olimpijskich. To marzenie – dodaje Dzieński, który na lipcowych The World Games we Wrocławiu zajął czwarte miejsce. A, póki co, ratuje go mieszkanie u mamy i stypendium za tegoroczny tytuł mistrza Europy.

Wspinaczka nie była jego pierwsza miłością. – Próbowałem wielu dyscyplin, tańczyłem, grałem na gitarze, uprawiałem parkour, skakałem na bmx-ie. Ale jak już trafiłem na ścianę, to na niej zostałem. By móc polecieć na swoje pierwsze zawody PŚ do Chin, pożyczyłem pieniądze od koleżanki, około 3 500 złotych. Było to dość ryzykowne, bo gdybym nie wywalczył wysokiego miejsca, musiałbym iść do pracy. Miałem wtedy 19 lat i uczyłem się w tarnowskim Techniku Budowlanym, na geodetę. Udało się jednak zajść wysoko i dług zwróciłem – wspomina sportowiec, do którego w środowisku zwracają się per Rambo. – Bo kiedy byłem dzieckiem, chodziłem i wspinałem się w okularach, a żeby mi nie spadały, zacząłem do nich używać opaski na głowę. Ktoś krzyknął Rambo i tak zostało, choć dziś używam już soczewek – tłumaczy.

Przypomnijmy, że specjalnością zakładu Dzieńskiego jest speed, czyli wspinaczka na czas, jedna z trzech konkurencji wspinaczki sportowej. Tymczasem w Tokio złoty medal olimpijski będzie nagrodą za zwycięstwo w, nazwijmy to, trójboju łączącym wszystkie konkurencje, również prowadzenie i bouldering. W związku z powyższym wszyscy chętni do olimpijskiego startu muszą wprowadzić spore zmiany w treningu. Dzieński musiał być do tej pory silny i szybki, a teraz winien jeszcze dorzucić do arsenału zalet wytrzymałość.

– Zgadza się, we wspinaniu na czas najważniejsza jest siła eksplozywna. To w zasadzie nie wspinanie się, a wbieganie. A ten trójbój? To pomieszanie trzech dyscyplin, będzie się też liczyć doświadczenie – zaznacza.

Gdy chodzi o prowadzenie, jest czysto wytrzymałościowe, należy się wspiąć jak najwyżej i ma się na to limit 6-7 minut, w zależności od ścianki. Wspinaczkę na czas można natomiast porównać do sprintu na setkę. Nie liczy się technika, lecz szybkość. Nie jest ważne jak, byle szybko. Od pewnego czasu ścianki do czasówki zostały ujednolicone, dzięki czemu notowane są rekordy świata. Wreszcie buldering to krótkie problemy wspinaczkowe, kilkumetrowe bloki, które pokonuje się bez asekuracji, a jedynym zabezpieczeniem jest materac. Tu również ważna jest siła eksplozywna, a przy tym technika.

W czasówce zawodnicy wbiegają po ściance niesamowicie szybko, jakby przypięta do nich lina pomagała i wciągała. To jednak tylko złudzenie. – Daję słowo. Nie ma takiej możliwości, żeby lina ciągnęła nas w górę – zapewnia Dzieński.

A czy ktoś pomoże finansowo i pociągnie tarnowianina aż do Tokio? Znaleźć można go m.in. na facebooku.

Wojciech Koerber