Latające kolano Ponurego Żniwiarza
Sporty na zaproszenie

Latające kolano Ponurego Żniwiarza

Z 31-letnim kick-bokserem Michałem Turyńskim (Fighter Wrocław), mistrzem świata organizacji WAKO PRO, rozmawia Wojciech Koerber

W jakim stanie jest Twoje kolano, którym przed kilkoma dniami znokautowałeś Kevina Mounimana przy okazji meczu Polska – Francja, rozegranego na gali DSF Challenge w Warszawie?

Kolano jest trochę stłuczone i posiniaczone, ale nie mogło być inaczej po tym, jak rywal dwukrotnie je zblokował swoją twarzą. Żadnej większej kontuzji jednak nie ma.

Latające kolano Ponurego Żniwiarza, jak przed laty nazwał Cię Tomasz Skrzypek, to była akcja spontaniczna czy może wytrenowana?

Akurat tak się składa, że dwa tygodnie wcześniej przećwiczyłem wszystkie kolana na zajęciach, które sam prowadzę. A że ostatni mój rywal był niższy o 10 centymetrów, to można było to wykorzystać. Zwłaszcza że od Tomka Skrzypka dostałem z narożnika wskazówkę, iż Francuz stoi na zakroku. Czyli że nie będzie miał możliwości odskoczenia od mojego ataku. Więc wykorzystaliśmy to najpierw przy linach, a później powtórzyliśmy w narożniku.

Mouniman wyglądał na mocno otłuszczonego, choć – jak mówią w środowisku – rzeźba nie walczy. Jak go oceniasz?

Cóż, on był opcją numer trzy, ponieważ dwie wcześniejsze opcje się wysypały. Pierwszy z planowanych przeciwników nie chciał ze mną walczyć, a drugiemu nie zgadzały się pieniądze. No i wtedy z pomocą przyszedł Kevin. Muszę powiedzieć, że spoglądał mi w oczy, próbował pajacować, a wcześniej na ważeniu łapał kontakt wzrokowy. Nie widać było, żeby się mnie obawiał. To rywal cięższy i niższy, więc należało go mocno trafiać middle kickami.

I co dalej?

Na dwoje babka wróżyła. Przede wszystkim czekam na decyzję federacji Glory. Jeśli potwierdzą się nieoficjalne informacje, to w styczniu lecimy do Stanów na kolejną walkę.

A rewanż z Dżevadem Poturakiem, któremu w Sarajewie zabrałeś pas mistrza świata WAKO PRO?

Musi się odbyć, obiecałem to europejskiemu prezydentowi federacji WAKO. W każdym razie na pewno do tego rewanżu dojdzie, tym bardziej że Poturakowi bardzo na nim zależy.

Masz 31 lat. To optymalny wiek na dawanie dobrych bitek, czy już z górki?

Daję sobie jeszcze dwa lata regularnych startów. Chyba że będą się pojawiać poważne propozycje finansowe, wtedy zostanę w tym sporcie dłużej.

Wspomniałeś, że prowadzisz zajęcia z innymi zawodnikami. To Twoja przyszłość?

Dwa razy w tygodniu mam zajęcia w klubie 23 Evolution Pawła Szubarta, no i pomagam też prowadzić treningi w Fighterze Wrocław. Póki co, brakuje nam sali, jednak pracujemy nad tematem. A więc łapię już doświadczenie, choć nie czuję się trenerem pełną gębą i jeszcze długo się nie poczuję. Na razie mam jeszcze krew zawodnika i 99 procent energii poświęcam planowaniu swoich zajęć. Poza tym pracuję, mam zobowiązania kredytowe…

Cały czas w firmie Konsalnet?

Dokładnie tak, od dziesięciu lat. Pani prezes Dorota Anioła wie, że jestem zawodnikiem i dzięki niej mogę te dwa światy łączyć. A funkcje miewam w firmie różne, od konwojów strategicznych po dowódcę zmiany czy szefa obiektu.

Od ruchu musisz być zapewne uzależniony?

Kurczę, nie wyobrażam sobie dnia bez treningu, bez ruchu. Jeśli przechodzę cały dzień i niczego nie zrobię, czuję, że coś jest nie tak. Nawet jak odwiedzam mamę w rodzinnych Ciepłowodach, a staram się odwiedzać dwa, trzy razy w tygodniu, to mam tam drążek i się podciągam, albo walę pompki między filmami. Daleko z Wrocławia tam nie mam, nocą 60 km można pokonać w 40 minut, gorzej za dnia, w korkach.

Swego czasu opowiadałeś, że, w przeciwieństwie do wielu zawodników, Ciebie biegającego nie zobaczymy…

Jak to powiedział mój kolega z kadry, gdyby Pan Bóg chciał, żebym biegał, to by mi dał kopyta. Ja elementy kondycyjne wypracowuję w inny sposób, na przyrządach czy też interwałami. Nam długofalowa wydolność tlenowa nie jest potrzebna, bo my walczymy na zaburzonym rytmie oddychania, na zmiennej fazie. Można to zatem wypracować jakimiś podbiegami pod górkę, na wiosłach czy też na orbitreku. To nie obciąża stawów. Ważę 110 kg, a więc bieganie mogłoby moje stawy zniszczyć. A byłoby szkoda, nogi mam dość mocne i nie chciałbym tego tracić. Z Poturakiem czy Romankiewiczem przewalczyłem po pięć rund, zatem da się.

Od dłuższego czasu masz partnerkę, coś w związku z powyższym planujesz?

Na razie skupiam się na karierze sportowej i na pierwszym miejscu stawiam plany zawodowe. Na dziś nie mogę jeszcze myśleć o ustatkowanym życiu, ale dziękuję Justynie za wyrozumiałość i dużą pomoc w realizacji sportowych celów.

Rozmawiał Wojciech Koerber