Brygada Skrzypka obiła świat, czas na operację
TWG 2017

Brygada Skrzypka obiła świat, czas na operację

Tomasz Skrzypek, trener reprezentacji Polski w kick-boxingu, zwykł mawiać, że życie to fala, a jego losy są tego najlepszym przykładem. Jeszcze trzy lata temu szorował po dnie, ale, widać, dysponuje świetnym odbiciem, niczym Kamil Stoch, bo dziś jest trenerem drugiej, a może i pierwszej, kick-bokserskiej siły na świecie. – 11 listopada był teraz ostatnim dniem finałów MŚ w Budapeszcie. Przed trzema laty wybierałem się tego dnia z detoksu na terapię – przywołuje fakty w rozmowie z nami.

Nasi reprezentanci przywieźli z Budapesztu dziesięć medali MŚ w formule K-1 (dwa złote, dwa srebrne, sześć brązowych). Zwyciężyli Adam Gielata (71 kg) i Maksymilian Bratkowicz (86 kg), drugie miejsce zajęli Michał Królik (60 kg) i Michał Bławdziewicz (+91 kg), a na najniższym stopniu podium stanęli Ewa Boś (48 kg), Ewa Pietrzykowska (56 kg), Róża Gumienna (65 kg), Wojciech Kazieczko (67 kg), Bartosz Dołbień (81 kg) i Mateusz Pluta (91 kg). Biało-Czerwoni odnieśli 26 zwycięstw w 38 pojedynkach, co należy uznać za rezultat niezwykle efektowny. Zresztą potwierdzają to wszelkie inne statystyki, otóż w klasyfikacji medalowej lepsza okazała się tylko Rosja. Z kolei w klasyfikacji punktowej (3 oczka za złoto, 2 za srebro, 1 za brąz) nasi zostawili tę Rosję w tyle, kończąc imprezę z największą liczbą miejsc na podium.

– Obok The World Games 2017, bez dwóch zdań, najlepszy turniej w moim życiu. Wyjątkowa koncentracja i mnóstwo pracy. Adrenalina, która mieliła organizm przez tyle dni, dopiero schodzi, a człowiek się zastanawia, czy po raz kolejny chce w to wchodzić. Po czasie zawsze jednak chce. Grunt, że mamy kapitalną drużynę, która okazała się drugą potęgą zeszłorocznych ME, była najlepsza na The World Games, a teraz w Budapeszcie znów jest druga. Wysłaliśmy dziesięcioro debiutantów na turniej tej rangi, a14-osobowa ekipa  przywiozła dziesięć medali. Impreza w ogóle ogromna, bo łącząca wszystkie wersje. Zebrało się 1553 uczestników z 60 krajów, a walki trwały od poniedziałku do soboty – wylicza Skrzypek.

Te dziesięć blach to największy nasz urodzaj na imprezie rangi ME czy MŚ. – Wcześniej najlepiej nam poszło na championacie globu w Villach (2009), który nazywamy ósmym cudem świata. Z Austrii wywieźliśmy złoto, trzy srebra i trzy brązy, a walczyli tam m.in. Paweł Królik, Izu Ugonoh, Marcin Parcheta, Radek Rydzewski, Łukasz Rajewski czy Marta Chojnoska. Później zeszliśmy do poziomu pięciu-sześciu krążków, na MŚ w Brazylii (2013) zajmując trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej, a dwa lata później czwarte. Teraz, przy tylu debiutantach, mieliśmy świadomość, że może to wszystko pójść w dwie strony. Ale poszło w dobrą – zaznacza selekcjoner. Efekt jest taki, że Polska ma już na koncie osiem tytułów MŚ w K-1. Zapracowali na nie Izu Ugonoh, Piotr Kobylański, Marta Chojnoska, trzykrotnie Paulina Bieć, a teraz w Budapeszcie Adam Gielata i Maksymilian Bratkowicz.

– Turniej The World Games przed mistrzostwami świata sprawił, że trzeba było przygotować dwie silne drużyny, a to zawsze dobry moment, by nieco reprezentację odmłodzić. Zwłaszcza że na zapleczu świetnie pracują z juniorskim dream teamem sprzed lat Maciej Dominiczak i Łukasz Rola. Można było zaryzykować i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ekipa czuła zaufanie i stworzyła najlepiej współpracującą ze sobą drużynę od lat. W PZKB w ogóle zachodzą spore zmiany, co jest logiczną kontynuacją wcześniejszych działań, bo prezes Piotrek Siegoczyński, obejmując stery, konsultował się z poprzednikami. Wcześniej naszą bolączką był fakt, że walki zawodowe rozwalały pracę szkoleniową, a poza tym obniżały prestiż związku. Związku, którego celem jest przecież organizacja sportu. A teraz sami zaczynamy produkować imprezy, stając się ważnym graczem na rynku, dzięki czemu rywalizacja amatorska i zawodowa nie będą sobie wchodzić w drogę. Mamy podpisaną umowę z prężną federacją DSF i w ciągu roku chcemy robić od czterech do ośmiu imprez. Jest zatem szansa, że nasi zawodnicy nie będą uciekali do innych federacji, które później uważają, że ich tworzą, chcą spijać śmietankę, a de facto bazują na pracy PZKB – zauważa Skrzypek.

Dodajmy, że w strukturach WAKO świetnie sobie radzi Katarzyna Kociszewska-Palacz, a nasi arbitrzy zaczynają odgrywać w trakcie zawodów role już nie tylko epizodyczne. – Rzeczywiście tworzy się lobby w środowisku sędziowskim i oszukać nas jest coraz trudniej. A to też ważne – dodaje selekcjoner, którego w tym roku dopadło kilka jubileuszy. Stuknęła mu pięćdziesiątka, od dwudziestu lat prowadzi kadrę i dziesięciokrotnie zabierał ją na MŚ. Gdy do tego dodać dwa wyjazdy na MŚ z juniorami, a także trzy swoje starty zawodnicze, to wychodzi, że w globalnych mistrzostwach brał już udział piętnaście razy. W tym roku cieszył się również z sześciu medali The World Games (dwa złote, dwa srebrne, dwa brązowe), ze zwycięstwa Michała Turyńskiego na chicagowskiej gali Glory, a także z sukcesów żużlowców Unii Leszno (drużynowe mistrzostwo Polski, triumf Piotra Pawlickiego w Grand Prix Łotwy, a także w DPŚ). Zresztą z Bykami wybierze się 19 lutego na przedsezonowe zgrupowanie do katalońskiego Lloret de Mar, w ramach kontynuacji udanej współpracy.

Tak napięty terminarz imprez, którym poza wysiłkiem fizycznym towarzyszą presja i stres, nie pozostaje jednak bez wpływu na funkcjonowanie organizmu. Starochińskie porzekadło głosi, że w życiu należy znaleźć czas i na łowienie ryb, i na suszenie sieci, a więc nie tylko na ciężką pracę, ale i również na porządny wypoczynek. O ten drugi nie jest jednak łatwo.

– Cieśń mojego prawego nadgarstka posunęła się do tego stopnia, że grozi niedowładem. W zasadzie to powinienem ją operować już dwa lata temu. Z uwagi na kolejne imprezy sprawę jednak odkładałem, lecz dłużej już nie mogę. W poniedziałek kładę się w Trzebnicy, by załatwić sprawę. To już konieczność, bo w Budapeszcie każda tarcza była dla mnie wyzwaniem. Nie chciałem pokazywać zawodnikom, że nie daję rady, ale odnoszę wrażenie, że ostatnia tarcza przed ostatnią walką finałową była też ostatnią tarczą, jaką dałbym radę zrobić – kończy Skrzypek.

No to powodzenia w poniedziałek, dużo zdrowia, a później… do roboty!

Wojciech Koerber